Łączność na ziemi i w powietrzu

Wojciech Rutkowski - pilot wojskowy śmigłowców, aktualnie na stanowisku starszego pilota w 3-ej Eskadrze Lotnictwa Transportowo – Łącznikowego. Po ukończeniu Technikum Łączności zdobył tytuł inżyniera pilota w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Następnie tytuł magistra na wydziale nauk społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego.


Dlaczego wybrałeś Zespół Szkół Łączności?

Ta szkoła to swego rodzaju tradycja rodzinna. Ukończył ją najpierw z bardzo dobrymi wynikami Ojciec, potem mój Brat. Tak że trafiłem tam... z rodzinnego rozpędu. Poza tym ciekawiła mnie zawsze technika i elektronika, a w szczególności komputery. Ponieważ ZSŁ miało bardzo dobrą opinię w regionie, a nie wybierałem się do liceum, to tam właśnie złożyłem papiery, by po ciekawych perturbacjach ukończyć ją w roku 1999. Z mojej klasy naukę na kierunkach zbliżonych do elektronicznego lub informatycznego kontynuowało chyba tylko 10 z prawie 30 osób, ale nasza klasa była, hmmm, inna, bardzo inna. Ale to był bardzo ciekawy rozdział życia i nie żałuję żadnego z pięciu lat spędzonych w gronie uczniowskim szkoły przy Warszawskiej 35.

Jak wiedza i doświadczenie zdobyte w ZSŁ przydają Ci się w codziennej pracy?

W chwili obecnej nie mogę powiedzieć, żebym wykorzystywał dużo wiedzy zdobytej w szkole średniej do swej pracy, ale wysoki poziom matematyki i fizyki ułatwił mi najpierw dostanie się na studia, a potem zaliczenie tych przedmiotów w mojej dęblińskiej Alma Mater. Elektroniczne i informatyczne podstawy pozwoliły mi na znacznie szybsze opanowanie wiedzy z pokrewnych dziedzin lotniczych i ułatwiły zrozumienie zasady działania wielu nowoczesnych urządzeń awionicznych. Mimo, iż nie byłem asem z języka angielskiego w ZSŁ, to i tak otrzymałem od p. Chadalskiego wystarczające podstawy, by w WSOSP już po pierwszym roku nauki zdać dwa pierwsze egzaminy według standardów NATO. Nie jestem pewien, czy warto tu wspominać, ale podstawy takie, jakie daje ZSŁ, przydają się również w wielu błahych sprawach życia codziennego, i jestem pewien, że na tle innych szkół „Łączność” wypada bardzo dobrze, widząc, z czym ludzie potrafią mieć problemy w dzisiejszym coraz bardziej skomputeryzowanym świecie.

Najzabawniejsze wspomnienie z czasów nauki w Zespole Szkół Łączności?

Takich dużo nie pamiętam, a te, które pamiętam, w większości nie nadają się do druku. Bardzo dużo miłych wspomnień mam ze spływów kajakowych Czarną Hańczą...ech. Wiele zabawnych rzeczy pochodzi z samego początku nauki w ZSŁ, kiedy nic nieznający się na swoim przyszłym fachu koledzy przy tablicy wymyślali nowe definicje i wzory, czasem delikatnie podpuszczani jeszcze przez kolegów robili tak horrendalne błędy jak ja z ortografii. Niestety nie jestem w stanie wymienić nic konkretnego, ale ogrom gagów sytuacyjnych, potknięć naszych i czasem naszego grona nauczycielskiego był spory, dzięki temu atmosfera w naszej klasie była niepowtarzalna, a nauka w murach Łączności jeszcze ciekawsza.