Dziennikarski bakcyl z „Łączności”

Paweł Jurek, absolwent 1999 roku, dziennikarz Radia Plus, współpracownik Gościa Niedzielnego, Katolickiej Agencji Informacyjnej i Radia Watykańskiego. Swą dziennikarską przygodę rozpoczynał w wydawanej w Zespole Szkół Łączności gazetce „Spięcie”. Po ukończeniu Technikum Łączności zdobył tytuł magistra inżyniera na Wydziale Elektrycznym Politechniki Śląskiej.


Dlaczego wybrałeś Zespół Szkół Łączności?

Od kiedy pamiętam szkoła ta zawsze uchodziła za „prestiżową”. Ogromne znaczenie miała także rekomendacja starszych kolegów, którzy doradzili i zachęcili. Ponadto w ofercie szkoły znalazłem wtedy kierunek „TELETRANSMISJA”. Kojarzyło mi się to z telewizją. Co prawda okazało się, że bardziej chodziło o przesyłanie sygnałów, ale przecież w telewizji czy radiu dobry sygnał jest najważniejszy.

Jak wiedza i doświadczenie zdobyte w ZSŁ przydają Ci się w codziennej pracy?

Przede wszystkim bardzo przydały się na studiach, na Wydziale Elektrycznym Politechniki Śląskiej. Pomiędzy studentami z techników, a liceów ogólnokształcących na pierwszych semestrach była wręcz przepaść. My wiedzieliśmy jak obsługiwać mierniki, jak je podłączać. Znaliśmy liczby zespolone, a koledzy po LO mieli z tym ogromne problemy. Dzięki trudnej, ale bardzo solidnej matematyce w ZSŁ, na studiach ominęły mnie egzaminy z tego przedmiotu. Z ZSŁ wyniosłem także dziennikarskie szlify. Byłem redaktorem szkolnej gazetki „Spięcie”, a dzięki temu uczestniczyłem w warsztatach w Dzienniku Zachodnim. Wtedy połknąłem dziennikarskiego bakcyla, który pozostał do dziś. Aktualnie, choć nie pracuję w swym wyuczonym zawodzie, to jednak w Radiu sprzętu elektronicznego nie brakuje. Nadajniki, procesory dźwięku, radiolinie – łatwiej zrozumieć jak działają te urządzenia.

Najzabawniejsze wspomnienie z czasów nauki w Zespole Szkół Łączności?

To obrona pracy dyplomowej, w której na czynniki pierwsze rozkładałem Aparat Wrzutowo Strefowy, czyli prościej dawny aparat telefoniczny na żetony. Jedno z pytań komisji egzaminacyjnej brzmiało: jakie są sposoby oszukiwania aparatów? Odpowiedzi, która nie stanowiła żadnego kłopotu, słuchali i przyglądali się z uwagą wszyscy członkowie komisji egzaminacyjnej. Być może zbyt mocno telefon został „rozgryziony”, bo w kilka miesięcy później Telekomunikacja Polska usunęła niemal wszystkie takie aparaty, zastępując je telefonami na kartę magnetyczną.